Niepotrzebna. Przestarzała. Zapomniana. Infrastruktura rzadko kiedy jest ponadczasowa. Są jednak miejsca, w których mimo, że prawie wszystko się zmieniło ta infrastruktura trwa, działa, a czasami nawet w pewien sposób powraca. Zapraszamy Północne Kaszuby, ich zachodnie krańce, a nawet trochę dalej.

 

 

W pierwszej części naszego roadtripa odwiedziliśmy „właściwe” Północne Kaszuby, nadal zamieszkane przez Kaszubów, pełne ich obyczajów i języka. Im dalej na zachód dawnej Nordy, tym bardziej jest to już tylko kraina historyczna w kontekście „kaszubskości”. Na tych terenach ludność kaszubska była zdecydowanie boleśniej germanizowana, a po wojnie pojawiło się tu mnóstwo zupełnie nowych mieszkańców.

Pozostała za to po dawnych czasach niezwykła ilość dworów i folwarków, dawnych traktów. Do tego nadal świetnie sprawdzające się poniemieckie linie kolejowe z przecudownymi stacyjkami, malownicze wiadukty wśród pól, ale też elektrownie wodne czy systemy nawadniające. A wiatraki, tak jak w środkowej i wschodniej części Nordy, wracają. Choć w innej formie niż kiedyś. Tych terenów nie znam jednak tak dobrze jak opisanych w części pierwszej, do tego obszar, który przedstawię jest też znacznie rozleglejszy. Dlatego musicie traktować ten roadtrip zdecydowanie bardziej jako szkic, pomysł na wyprawę, niż gotową trasę.

 

 

Nieprzyjazne wody

Zaczniemy jeszcze na terenach tej nadal kaszubskiej Nordy. Pierwszą część roadtripa skończyliśmy w okolicach Lubiatowa, czy też Biebrowa, zależnie od tego czy ktoś wybrał zachód słońca na plaży czy wśród spektakularnych ruin dawnego folwarku. Następną słynną plażę po lubiatowskiej znajdziecie na wysokości miejscowości Ostenik, potocznie zwanej Stilo (po kaszubsku Osétnëk). Trudno nie znać tutejszej latarni morskiej, zbudowanej w latach 1904-1906, razem z buczkiem mgłowym, którego betonowa podstawa do dzisiaj znajduje się na plaży. Co ciekawe w 1906 roku znajdowała się ona 150 metrów w głąb lądu. Wieża tego buczka jednak nadal istnieje i ma się dobrze –  jest fragmentem konstrukcji latarni morskiej w Jastarni.

W latach 50. powstał zupełnie nowy buczek, działał jednak tylko do lat 80. Pozostał po nim w pobliżu plaży ceglany budynek. Jeśli chcecie dowiedzieć się jak ciekawymi maszynami (tak, maszynami!) są buczki mgłowe gorąco polecamy ten film! Północne Kaszuby pełne są latarni morskich i pozostałości buczków mgłowych i trudno się dziwić, dochodziło tu do wielu wypadków na morzu, wejść na mieliznę. Jeśli macie siły na dłuższy spacer możecie z plaży na wysokości latarni Stilo przejść się ok. 3,5 km na zachód. Tam nadal wystaje z wody jeden z trzech masztów duńskiego statku West Star, który zatonął w 1971 roku z transportem drewna, podczas silnego sztormu.

Po takim spacerze warto pomyśleć o obiedzie w niedalekim Sasinie, w restauracji Ewa Zaprasza. Trzeba tylko pamiętać, że w sezonie ciężko tam o stolik, a poza nim, w weekendy też bywa tłoczno, bo goście przyjeżdżają nawet w Trójmiasta. W Sasinie znajduje się też okazały dwór, a na wschodnich obrzeżach miejscowości znajdziecie nawet trochę dobrej nowoczesnej architektury.

 

 

Bez kompromisów

Zaledwie kilka kilometrów od Sasina znajduje się bardzo wyjątkowy pałac. Północne Kaszuby, a tak naprawdę spora część kraju, pełne są hoteli w starych dworach i pałacach. Wiele z nich wygląda nieźle, ale Ciekocincko odrestaurowano na zupełnie innym poziomie. O tym jak perfekcyjnie i z jakim pietyzmem odtworzono wnętrza tego pałacu można by napisać książkę. Sporo dowiecie się ze specjalnej, bogatej w materiały strony internetowej – nie tylko o rewitalizacji obiektu (chociaż warto zobaczyć jaką ruiną był pałac), ale też o historii samego majątku. Tak samo bezkompromisowo właściciele podeszli do innej kwestii organizując cykl imprez jeździeckich Baltica Tour, który bardzo szybko zdobył prestiż i renomę.

W pałacu znajdują się dwie restauracje, „Luneta & Lorneta Bistro Club” oraz „1906 Gourment Restaurant”. Obie zdecydowanie warto odwiedzić. Nikogo raczej nie zdziwi, że taki hotel zapewnia pierwszorzędny komfort gościom, i w tym względzie właściciele byli bezkompromisowi. To miejsce jest warte grzechu. Chapeu bas dla właścicieli i pracowników.

 

 

Stellung „Leopard”

Warto wybrać się też na chwilę w stronę przepięknego jeziora Sarbsko. Po drodze, przed Ulinią, ze sporego płaskowyżu rozpościera się widok na Północne Kaszuby, w tym na   wspomnianą wcześniej latarnię Stilo wybijającą się z gęstego iglastego lasu na tle Bałtyku. W Ulinii można znaleźć typowy dla Nordy zestaw – dwór z częściowo zachowanym parkiem oraz zapomniany ewangelicki cmentarz. Dalej ruszamy na południe, przez Bargędzino. Tutejszy pałac spotkał los zupełnie odmienny niż ten w Ciekocinku. W 1990 roku budynek podobno był jeszcze zamieszkały, dzisiaj nie ma po nim praktycznie śladu. Podobno gdy zamienił się w ruinę stał się kamieniołomem dla okolicznych mieszkańców, tego można dowiedzieć się ze świetnego portalu Dwory i Pałace Pomorza. Po folwarku zostały tylko ruiny zabudowań gospodarczych.

Malutkie Bargędzino kryje w sobie jednak więcej historii, ledwie dzisiaj widocznej, ale nadal namacalnej. Wieś położona jest na niedużym płaskowyżu, wysokość nad poziomem morza sięga tu aż 95 m. Skorzystano z tego w czasie II wojny. Od 1943 roku stacjonowała tutaj niemiecka kompania radiolokacji i naprowadzania lotnictwa myśliwskiego o kryptonimie „Leopard” (41. Schwere Flugmelde-Leit Kompanie, Stellung „Leopard”) prowadzona głównie przez kobiety ze służby pomocniczej zwanej Nachrichtenhelferinnen lub Wehrmachthelferin. Zachowały się betonowe płyty z hakami – podstawy odciągów i samego potężnego radaru Wassermann M IV z 50-metrową anteną (jego zasięg wynosił aż 300 km). Oprócz niego pracowały tutaj nowoczesne radary FuMG-65 Würzburg-Riese oraz FuMG-404 Jagdschloß. W latach 90. i na początku XXI wieku poszukiwacze wyposażeni w wykrywacze metalu mieli tutaj ponoć obfite łowy.

 

 

Nie spóźnijcie się

Kontynuujemy naszą podróż na południe. W Roszczycach znajdziecie spory spichlerz oraz dwór, w którym prawdopodobnie znajdują się dzisiaj mieszkania. Po przecięciu drogi nr. 213 koło pałacu w Zdrzewnie skręcamy w lewo. Tutaj przydaje się znowu prześwit naszego XC90, po około kilometrze dawną brukowaną drogą dojeżdżamy do jednego z najpiękniej położonych w kraju wiatraków. Północne Kaszuby były kiedyś pełne takich „Holenderów” jak ten z naszych zdjęć, dzisiaj w tym rejonie jest jedynym. Pochodzi z 1914 roku i mielił ziarno do pożaru, który strawił jego wnętrze pod koniec lat 50. XX wieku. Stoi on na fundamentach wiatraka z 1756, który… też spłonął. Do Zdrzewna warto się spieszyć. Z roku na rok wiatrak podupada w zastraszającym tempie. I nie jest jedyną budowlą, która może tu zniknąć, ale o tym za chwilę.

 

 

Dobrze widzicie – za wiatrakiem tutejszego młyna doskonale widać nowoczesne wiatraki. Tutejsza farma wiatrowa nie jest jedyną w okolicy, ale jedną z największych. Zbudowano ją na terenie po byłym zapasowym lotnisku 30. Pułku Lotniczego Marynarki Wojennej (później przemianowanym na 7. Pułk Myśliwsko-Bombowy). Lotnisko posiadało asfaltową, 2,3-kilometrową drogę startową, mieścił się tu pododdział zaopatrzenia i transportu samochodowego, oraz ruchome warsztaty serwisowe. Wiele po tym jednak nie pozostało, w latach 90. opuszczone lotnisko, szczególnie zimą, odwiedzało w wiadomym celu wielu kierowców. Później zerwano asfalt i użyto go do zalepiania dziur na drogach Powiatu Lęborskiego, pozostały tylko betonowe płyty. W miejscu lotniska postawiono 30 potężnych turbin wiatrowych Alstom ECO 110, każda o mocy nominalnej 3,150 MW. Farma wiatrowa należy do PGE Energia Odnawialna i produkuje ok. 195 000 MWh rocznie.

 

 

Nieistniejący

W jednym z opracowań pałac w Zdrzewnie właśnie tak jest opisany – jako nieistniejący. Jego mury jeszcze stoją, ale pałacu już nie ma. Stan tego co możecie zobaczyć jest absolutnie fatalny. Pierwsze wzmianki w literaturze o pałacu w Zdrzewnie pochodzą z ok. 1400 roku. Między XV a XVIII wiekiem należał on do rodziny von Goddentow oraz von Weiher. Potem część przejęła rodzina von Rexin, do której należało też wspomniane w pierwszej części naszego roadtripa Salino. Pałac w 1867 roku przeszedł kompleksowy remont, a w 1922 został rozbudowany. W 1939 roku przejął go major w stanie spoczynku Brunon Zimdarsen i jak nietrudno się domyślić długo się nim nie nacieszył. Za ostatnią właścicielkę uznaję się żonę jego brata, Margaretę z domu Schonenberg. Podobno udało się jej przed wkroczeniem Rosjan uciec drogą morską na zachód. W okresie PRL mieścił się tutaj PGR, a na początku lat 90. pałac nabył prywatny właściciel. Jak powiedział kiedyś znajomy konserwator zabytków – jak nie pierwsza wojna, to druga, jak nie wojny to PGR-y, a jak nie PGR-y, to lata 90… Tutaj według niektórych nie ma już czego ratować.

Jeśli macie mocne nerwy możecie na chwilę zboczyć z naszej trasy i ze Zdrzewna skoczyć na południe do Obliwic – tamtejszy dwór też przetrwał wojnę i nadal jest zamieszkany, niestety w okresie PRL zderzył się blokiem.

 

 

Freest

Niezależnie od tego czy odważyliście się na wycieczkę do Obliwic czy nie ze Zdrzewna startujemy dalej na zachód. Dzisiejsze Wrzeście nosiło kiedyś nazwę Freest. Północne Kaszuby miały sporo linii kolejowych, ale na ich zachodnich krańcach i na Ziemi Słupskiej było ich jeszcze więcej i zbudowano je wcześniej. Stacja we Wrześciu powstała wraz z linią Lębork-Łeba w 1899 roku, dzisiaj działa tylko w sezonie. Jest zdecydowanie warta uwagi, bo nie została w późniejszym okresie nigdy mocno przebudowana, zachowała swój dawny układ i urok. Na stronach miłośników kolei znalazłem taki oto opis stacji we Wrześciu: (…) „Ruchem steruje się tutaj z jednej nastawni – “W”, która wyposażona jest w urządzenia mechaniczne scentralizowane z sygnalizacją kształtową. Co ciekawe – nie ma tutaj semaforów wyjazdowych, a poleceniem wyjazdu ze stacji jest danie sygnału “Nakaz jazdy” przez dyżurnego ruchu. Ruch na szlakach do Lęborka i Łeby prowadzony jest na podstawie telefonicznego zapowiadania pociągów”. Do 1930 roku prowadziła też stąd lokalna linia towarowa, w stronę wspomnianego wcześniej Bargędzina.

Warto wybrać się na wycieczkę wzdłuż linii kolejowej w stronę Łeby, ma niezwykle piękny przebieg. Można znaleźć na niej kilka doskonale zachowanych wiaduktów, a w Stęknicy zachowany w niezłym stanie urokliwy budynek kolejowy.

 

 

Pętla

Opuszczamy powoli Północne Kaszuby i sprawy się komplikują. Może nie aż tak jak historia tych ziem, ale nie zaproponujemy Wam jednej trasy. Między Wickiem, Główczycami, Mianowicami, a Lęborkiem nie ma złej drogi, chyba, że mówimy o stanie nawierzchni. Wzdłuż tej trasy znajdziecie mnóstwo ciekawych miejsc, problem w tym, że jest ich też sporo wewnątrz tej wielkiej pętli. Jest też wewnątrz niej sporo długich nieutwardzonych odcinków, więc nie każdym wozem będziecie się poruszać tam komfortowo.

Tutejsze tereny w porównaniu do czasów przedwojennych są zdecydowanie wyludnione. Świadczą o tym opuszczone przysiółki w polach, po niektórych zostały już tylko fundamenty. Rozlatujące się młyny wodne, ślady dawnych linii kolejowych czy ewangelickie cmentarze, które są jedynymi świadkami tego, że w pobliżu istniała kiedyś tętniąca życiem wioska. Szczególnie na zachodnich krańcach naszej trasy daje się odczuć, że tereny położone na Ziemi Słupskiej były kiedyś znacznie zamożniejsze niż Północne Kaszuby. Niezwykły jest też tutejszy krajobraz, Północne Kaszuby pełne są pagórków i lasów, tutaj dołączają do nich też tereny podmokłe i torfowiska.

 

 

Podążając wzdłuż głównej trasy warto zobaczyć pałace w Chabrowie czy Wicku, a szczególnie bardzo charakterystyczny w Cecenowie. Został zbudowany na bazie starszego pałacu w latach 1812-1814, a rozbudowano go w latach 1864-1889. Bryła pałacu składa się z trzech wyraźnie różnych części, z wieżą pośrodku. Ponoć zachowała się we wnętrzu belka datowana na 1678 r., kartusz herbowy rodu Zitzewitzów nad wejściem do starszej części budynku, oryginalna stolarka drzwiowa i drewniana klatka schodowa w starszej części obiektu (informacje ze wspomnianej już wcześniej świetnej strony Dwory i Pałace Pomorza). Ale niezwykłe wrażenie robią też potężne XVIII i XIX-wieczne zabudowania folwarczne. Niestety kilkanaście lat temu doszczętnie spłonął murowany budynek gospodarczy z 1857 roku. W ostatnim czasie w Cecenowie widać prace remontowe, trzymamy więc kciuki za ten pałac.

Wzdłuż główniej trasy znajdziemy też pałac w Pobłocicach (mieści się w nim obecnie szkoła), Wolinii, Rzuszczach, Cieminie i Wykosowie, gdzie mieszkał pewien zmarły kilka lat temu sympatyczny kolekcjoner zabytkowych wozów. Pałac w Główczycach jest ulokowany dość nietypowo, w dzisiejszym centrum miasteczka.

 

 

Dalej odbijamy na południe, południowy wschód. Następny pałac (też remontowany!) zobaczycie w Wielkiej Wsi. Dwór w Damnie pochodzi z lat 30. XX wieku, ale pierwsze wzmianki w kronikach o tamtejszym majątku datowane są na 1325 rok. Sporo szczęścia miał piękny pałac w pobliskich Bobrownikach – użytkowanemu jako PGR i zdewastowanemu dawną świetność przywróciła prywatna firma Farm Frites i umieściła tam swoją siedzibę. Szczęścia zabrakło istniejącej w tej samej wsi gorzelni z 1841 roku. W niej też urzędował PGR, pozostały po niej bardzo urokliwe ruiny. Nie warto też odpuszczać majestatycznego pałacu w Damnicy.

Wewnątrz opisanej wcześniej pętli folwarków jest również zatrzęsienie – szczególnie warty zobaczenia jest eklektyczny pałac w Górzynie, ale warto odwiedzić też Szelewo, Podole Wielkie, Szczypkowice czy Żelazkowo. O tym jak mocno były to kiedyś zamieszkane tereny świadczy ilość zapomnianych cmentarzy, sporo z nich znajdziecie dzięki tej stronie.

 

 

Stare i dobre

Blisko południowo-zachodniego krańca naszej pętli znajduje się też malutka, ale niezwykła wieś – Łebień. Nie pomylcie go z drugim Łebieniem znajdującym się blisko wspomnianych wcześniej Obliwic, położonych kawałek na południe od Zdrzewna. W Łebieniu położonym niedaleko Damna i Damnicy krzyżują się w jednym miejscu rzeka Łupawa, dwie drogi i linia kolejowa Gdańsk – Starogard Szczeciński. Mało tego zaradni Niemcy postanowili wybudować tutaj w 1933 roku elektrownię wodną. Rozbudowano ją w 1990 roku, produkuje ok. 570 kwh rocznie.

Jednak najbardziej niezwykłe wrażenie robi majestatyczny kamienny most wybudowany w 1870 roku na 107 kilometrze wspomnianej wcześniej linii kolejowej. Nie jest duży, ma tylko 74 metry, a od lustra wody mierzy 17,5 metra, ale robi wrażenie – jego końce giną w gęstym, ciemnym lesie, a nad rzeką często unosi się delikatna mgła. Wiadukt pierwotnie przeznaczono na dwa tory (w 1870 roku!), nie wiadomo czy kiedykolwiek z tego skorzystano. Jednak jeden tor tego wiaduktu pochodzącego z czasów wojny francusko-pruskiej nadal służy, a do tego jest bardzo intensywnie używany. Podobno w latach 60. most przeszedł rozległy remont.

 

 

Dobrze podejrzewacie – z góry mostu w Łebieniu rozpościera się niesamowity widok, ale nie namawiamy Was do sprawdzania tego osobiście. Pamiętajcie, że przebywanie na terenie kolejowym osób nieuprawnionych i wchodzenie na obiekty kolejowe jest niedozwolone. Jeśli już postanowicie dokonać wykroczenia, to bądźcie chociaż ostrożni – pociągi jeżdżą tam szybko. Ten najstarszy most kolejowy w okolicy kryje w sobie tajemnicę, w filarach Prusacy zbudowali specjalne pomieszczenia – komory minowe. Na szczęście mostu nigdy nie wysadzono, i po 150 latach nadal robi robotę.

Elektrownia w Łebieniu jest jedną z wielu na Łupawie i pobliskiej rzece Słupi. Oczywiście wszystkie mają przedwojenny rodowód. Jednak po wojnie często otrzymały nową maszynerię – wiele urządzeń z elektrowni przejęła i zabrała ze sobą w 1945 roku Armia Czerwona. Niedużą elektrownię możecie też zobaczyć wzdłuż trasy naszej pętli, w Poganicach. Pełni ona jednak swoją funkcję dopiero od 1980 roku, wcześniej był tam młyn wodny.

 

 

Skąpane w mgłach

Do Lęborka z Łebienia warto zresztą w miarę możliwości jechać wzdłuż wspomnianej linii kolejowej Gdańsk – Starogard Szczeciński. W Strzyżynie Słupskim znajdziecie urokliwe zabudowania kolejowe i nieduży wiadukt. W Głuszynie pałac i zabudowania folwarczne, które od strony łąk po północnej stronie wsi robią zjawiskowe wrażenie. Ale nie zjedziecie tutaj każdym autem, prześwit naszego XC90 zdecydowanie się tu przydał. Jeśli jednak zjechaliście na tutejsze łąki (gdy jest mokro napęd obu osi też będzie niezbędny) warto odbić na chwilę na północ i polnymi drogami dojechać do Grapic. Tamtejszy uroczy folwark i dwór też w ostatnich latach zyskał chyba nowego właściciela. Dwory znajdziecie też w położonych w pobliżu Darżewie i Pogorzelicach.

Podążając w stronę Lęborka znajdziecie się w Leśnicach – jest tu przepiękny, choć bardzo zaniedbany dwór, w którym mieści się gminny ośrodek kultury i świetlica. Na obrzeżach wsi znajdziecie (albo i nie, bo nie jest to łatwe) pozostałości huty szkła. Szczególne wrażenie robi, zwłaszcza wieczorami, tamtejsza stacyjka kolejowa położona kawałek od wsi, w polach. Ulokowano ją w dolinie, przez co często wieczorami skąpana jest w mgłach. Ten piękny widok można podziwiać z równie starego co sama linia kolejowa wiaduktu znajdującego się blisko stacji.

 

 

Jeśli zamiast wzdłuż linii kolejowej od strony Łebienia wolicie podróżować drogą krajową nr. 6 możecie zboczyć z niej na chwilę południe. Znajdziecie tam m.in. pałac w Karżnicy czy pałac z folwarkiem w Grąbkowie, gdzie zachowała się przepiękna kamienna wozownia. A dalej? Na południe i na zachód folwarków jest całe zatrzęsienie, ale to temat na inną opowieść. Tak samo jak sam Lębork. I Północne Kaszuby, one kryją jeszcze bardzo dużo.

 

 

Zdjęcia: Rafał Andrzejewski

Współpraca przy powstawianiu materiału: red. Michał Leśniewski

Podziękowania dla Volvo Car Poland, Piotrka z Wake Projekt, Justyny i Łukasza ze Skrzydlaczek.pl oraz dla Elżbiety i Krzysztofa Baców.

 

Poprzedni artykułNowe jak stare
Następny artykułZapomniany Volkswagen