Od najbogatszych hrabstw Rhode Island, przez zaśnieżone pustkowia Minnesoty, spalony słońcem Nowy Meksyk po opanowane przez gangi Compton w hrabstwie Los Angeles – przez dwie dekady te wozy były dla wielu amerykańskich gliniarzy najlepszymi i najwierniejszymi kumplami.

 

 

 

 

 

Był czas w którym 82% wszystkich radiowozów w USA miało znaczek Forda i nazywało się Crown Victoria. I nie klękało na robocie, już za życia stając się legendą. Dla stróżów prawa i porządku były tym samym co ich Smith & Wesson lub Colt, strzelba Ithaca Mag-10 Roadblocker (aktualnie bardziej M16), radio, kajdanki, kevlarowa kamizelka kuloodporna oraz bloczek mandatowy. A dla społeczeństwa ostatni prawdziwy full-size sedan Forda stał się elementem popkultury. Wystąpił w prawie pięciu tysiącach filmów i wielu Amerykanom już zawsze będzie kojarzyć się z radiowozem, jak żaden inny samochód.

 

 

 

Pantera

Ale dlaczego akurat Crown Victoria stała się ikoną? Radiowozów uwielbianych przez wcinających pączki z Dunkin’ Donuts stróżów prawa było więcej – Chevrolety Bel Air z lat 50., niezwykle szybkie Fordy z lat 60., a później kultowe Dodge Polara i Plymouth’y Gran Fury. Jednak żaden z tych wozów nie był takim dinozaurem, tak bardzo różniącym się od reszty aktualnie produkowanych samochodów. Konstrukcja Crown Victorii opiera się na platformie Panther, a mówiąc wprost – na ramie nośnej, która z wieloma zmianami była produkowana od 1979 roku. I był to ostatni full-size sedan o takiej konstrukcji.

 

 

 

Z podziękowaniami dla GM

Do tradycji z lat 60. czy 70. powrócił w 1991 roku Chevrolet oferując służbom potężnego Caprice’a w odmianie 9C1 (oraz w nieoznakowanej 9C3). Z opcjonalnym, pochodzącym z Corvette potężnym small-block’iem LT-1 i hamulcami z tego modelu, szperą, amortyzatorami Bilsteina i kevlarową obudową baku. Policja pokochała Chevrolety, były jednak drogie w produkcji, jeszcze droższe w zakupie, do tego GM po prostu wycofał je z gamy. Ford wyciągnął z tego słuszne wnioski. Zaoferował służbom bardzo dopracowaną drugą generację Crown Victorii w pakiecie P71, w dobrej cenie i z kilkoma cechami obcymi ociężałemu Caprice’owi. Którego nie tylko z powodu wyglądu nazywano wielorybem.

 

 

P71

Lub P7B pod koniec produkcji – taki kod nadał Ford pakietowi Police Interceptor. Mierzące prawie 5,4 metra długości i szerokie na prawie dwa metry nadwozie kryjące ponad 580-litrowy bagażnik pozostało seryjne, za to wzmocniono w newralgicznych miejscach ramę (to samo zrobiono też w pakiecie P70 i P71, czyli w taksówkach). I ta rama robi tutaj robotę. Crown Victoria była jedynym autem na rynku, które testowano na uderzenia w tył, przy aż 75 milach na godzinę!

 

 

W ramach pakietu P71 montowano sztywniejsze sprężyny i amortyzatory, grubsze stabilizatory oraz wzmacniane stalowe felgi. Całkowicie seryjny pozostał 4,6-litrowy silnik V8 z rodziny Modular, ale otrzymał inną mapę paliwa, podwójny układ wydechowy i mniej restrykcyjny filtr powietrza. Skutek jest taki, że reaguje wręcz agresywnie na każde wciśnięcie gazu, bez żadnej zwłoki.

Montowano też wydajniejszy układ chłodniczy, w opcji z silikonowymi przewodami oraz lżejszy, aluminiowy wał napędowy. P71 mają wyższe obroty biegu jałowego – potrzebuje tego potężny 200 amperowy alternator. Inaczej skalibrowano skrzynię biegów, pracuje bardziej twardo, ale jest szybsza. Opcjonalnie oferowano dyferencjał o krótszym przełożeniu wyposażony w szperę, dwukolorowe malowanie, dodatkowe okablowanie i oświetlenie, sygnały dźwiękowe czy system gaśniczy.

 

 

187

Ale Crown Victorie nie służyły tylko do pościgów. Na liście opcji widniały też zamykane schowki na broń, mocowania strzelb – pionowe między siedzeniami czy montowane na suficie. Jednak dla wielu stróżów prawa ważniejsze było co innego. Ich praca jest niebezpieczna, a kod 187 oznaczający morderstwo słyszą w swoich służbowych radiach zbyt często. Nie zdziwcie się gdy zobaczycie policyjną Crown Victorię bez listew na przednich drzwiach – nie montowano ich na „ballistic doors” czyli kuloodpornych drzwiach. Uratowały wielu „niebieskim” życie.

 

 

Materiały wykończeniowe w kabinach P71, ale też plastiki zewnętrzne sprawiają, że bolą oczy. Policjantom to nie przeszkadzało, ale marudzili federalni z FBI, DEA, ATF czy oficerowie Sił Zbrojnych. Dla tych elegancików stworzono pakiet Street Apperance upodabniający P71 do cywilnych wersji. Chromy, normalne emblematy, kołpaki, a w opcji skórzana tapicerka.

 

 

Gość z V8 w sercu

Jest artystą, tatuażystą i kocha chłodzone powietrzem Volkswageny. Miał bardzo charakterystycznego Garbusa, teraz jeździ szybkim Transporterem T2. Ale Majk nie jest na szczęście motoryzacyjnym monogamistą, miał też 125p z silnikiem 1.8 VVC na ITB, a co jakiś czas musi usłyszeć na swoim podjeździe jak „gada” V8. Kilka lat temu jeździł zjawiskowym klasycznym Thunderbirdem, a po przerwie trafił na Crown Victorię P71, która jak mówi bardziej znalazła jego niż on ją. I w przeciwieństwie do wymienionych wcześniej przez rok była wozem do codziennej jazdy.

 

 

Straight outta Compton

Crown Victoria Majka służyła w Los Angeles i przetrwała służbę w zadziwiająco dobrym stanie. Od spodu wóz wygląda jak nowy. Swoje piętno zostawiło jednak na niej przejście do cywila. Policyjne wyposażenie z deski rozdzielczej po prostu wyrwano, więc Majk sporo musiał wymienić. Do tego wszelkie policyjne znaki z lakieru i szyb zdjęto za pomocą… szpachelki. Ktoś nie miał litości. Zresztą jak chcecie zobaczyć jak Crown Victorie kończyły służbę i czego zjadacze pączków zapominali z nich zabrać obejrzyjcie ten film! Z wozu Majka zniknął też push bar służący do przepychania innych aut np. po kolizji lub po prostu taranowania. Bez niego Crown Victoria w wersji Police Interceptor nie wygląda jak trzeba, ale w końcu udało mu się kupić renomowany produkt firmy Go Rhino.

 

 

Zbyt cicho

Majk zmienił jeszcze jedno – tłumiki środkowe. Fabrycznie Crown Victoria jest cicha jak mysz. Zapomnijcie o niskim, głębokim bulgocie znanym z GM-owskich small-block’ów. Oczywiście w Chevroletach pracował niskoobrotowy silnik z wałkiem w bloku, poza tym każdy wie, że tak dobrze jak GM-owski small-block „gada” tylko GM-owski big-block. Ale Ford naprawdę postarał się, żeby zbliżającej się Crown Victorii nie usłyszał przypadkiem żaden przestępca. Na szczęście w wozie Majka narzekać na dźwięk nie mogę. A charakter „widlastej ósemy” najlepiej opisuje słowo „punchy”. Reakcje silnika są natychmiastowe, niezależnie od obrotów. Jednostki napędowe w P71 osiągały od 215 do 250 KM. Niby niewiele na tak ciężki wóz, ale Amerykanie już dawno ustalili, że podczas pościgów to nie moc czy właściwości jezdne są kluczowe.

 

 

Manewr PIT

Prawdziwy pościg, w prawdziwym świecie to krawężniki, progi zwalniające pokonywane przy absurdalnych prędkościach oraz używanie wozu jako środka przymusu bezpośredniego. Amerykańscy policjanci, szczególnie z policji stanowych, nazywanych też Highway Patrol czy State Troopers, wiedzą jak korzystać ze swoich maszyn. Ćwiczą godzinami manewr PIT, czyli uderzanie w jeden z tylnych narożników ściganego pojazdu w taki sposób, aby wytrącić go z toru jazdy. I jak najszybciej zakończyć pościg, często oddaniem serii strzałów ostrzegawczych, przypadkowo w tułów ściganego – ale to już inna sprawa.

 

 

 

Crown Victoria nie bała się pościgów w żadnych warunkach, po żadnych drogach. Jej toporna i niezwykle odporna konstrukcja sprawia, że kabina jest doskonale izolowana od tego na co napotykają koła. Wóz Majka bez trudu potwierdza tę opinię gdy nagniata się nim po szutrach. Do tego auto jest stabilne, dzięki potężnemu rozstawowi osi i praktycznie równemu rozkładowi mas bardzo łatwe do opanowania. I zadziwiająco posłuszne podczas szybkiej jazdy. Układ kierowniczy ma zmienną siłę wspomagania – podczas spokojnej jazdy jest ospały i nieprecyzyjny, gdy wyciska się z wozu co się da okazuje się całkiem do rzeczy.

Wielu policjantów chwaliło też wybierak skrzyni przy kierownicy, brakuje go im w nowych radiowozach. Do tego ta prostota – wszelkich napraw można było dokonać ekspresowo i radził sobie z nimi nawet najbardziej beznadziejny blacharz czy mechanik.

 

 

33 mile

Jednak życie Crown Victorii to nie tylko pościgi i strzelaniny. To też długie godziny spędzone na poboczach dróg, w śnieżycach, w upale i pyle, prawie zawsze na biegu jałowym. Podczas pomiarów prędkości czy sprawdzania w systemie tablic rejestracyjnych policjanci nie gaszą silników. Po pierwsze, żeby nie zabrakło prądu dla pracującego wyposażenia, po drugie silnik ma być zawsze gotowy do pościgu i przechwycenia podejrzanego.

Ford zastosował obok wskaźnika przebiegu również licznik godzin przepracowanych na biegu jałowym (idle meter). Według producenta każda godzina pracy na postoju zużywa silnik i jego osprzęt tak samo jak przejechanie 33 mil. Dlatego nie bez powodu sporo Crown Victorii P71 sprzedawanych na aukcjach ma zepsute dodatkowe liczniki – oczywiście przez sprzedających. W rzeczywistości niektóre egzemplarze stały z odpalonym silnikiem ponad 10 tys. godzin.

 

 

Gliniarz na emeryturze

Gdy w 2011 roku kończono produkcję Crown Victorii wiele komend hurtowo kupowało te wozy na zapas. Ford próbował zastąpić ten model Taurusem, a Chevy dość żenującą Impalą, ale dały się przekonać raczej tylko policje miejskie. Pozostałe wybierały Chevroleta Caprice PPV, będącego w rzeczywistości australijskim Holdenem, oraz przede wszystkim Dodge Charger’y. Ten drugi oferowały spore możliwości personalizacji, niezłe V6 i mocarne V8 Hemi oraz opcjonalnie do obu wersji napęd na obie osie. Ale w ostatnich latach w policyjnych flotach ekspresowo rośnie ilość potężnych Fordów Explorer Interceptor i Chevroletów Tahoe PPV. Mniejsze wozy nie radziły sobie ze spychaniem z drogi coraz popularniejszych SUV-ów i ciężkich pickupów. Do tego w komendach, w których wycofywano ze służby Crown Victorie okazywało się, że radiowozy o samonośnej konstrukcji nie wytrzymują morderczych pościgów. A gdy radiowóz nie wytrzymuje pościgu przestaje mieć znaczenie, że jest szybszy, albo że lepiej się prowadzi. To nie zabawa, nikt tutaj nie chce mieć pięknej, ale zacinającej się broni.

 

 

 

 

 

Fotografie: Rafał Andrzejewski

A pod tym linkiem sprawdźcie czym zajmuje się Majk!