Wystarczy pytanie „czy będziesz w Łodzi?”. Wszyscy wiedzą, że nie dotyczy ono samego miasta. No, może nie wszyscy. Ale motocykliści, motorowerzyści, motorynkarze, kolekcjonerzy klasycznych wozów, zabytkowych rowerów, militariów, radzieckich gier planszowych z lat 60., zbieracze tablic rejestracyjnych z województwa Leszczyńskiego oraz niemieckich talerzy z początku XX wieku – oni wiedzą na pewno, że chodzi Moto Weteran Bazar.

 

To według organizatorów „największa w Polsce impreza handlowo-wystawiennicza dla miłośników motoryzacji, kolekcjonerów i hobbystów”. I ciężko z tym dyskutować, szczególnie że odbywa się już od 27 lat i cieszy niesłabnącym zainteresowaniem. Zresztą dla wielu nie liczy się już tylko handlowa strona Bazaru, ale towarzyska. Bez problemu można znaleźć takich, którzy traktują tę imprezę jako czas na oderwanie się od codzienności i spotkanie ze starymi znajomymi. Dlatego czas spędzony na MWB to z reguły bardzo dobrze spędzony czas.

 

 

Pozorna hermetyczność

Z upływem lat oprócz motocykli na Bazarze zaczęło pojawiać się coraz więcej stoisk ze starociami, PRL-owskimi rowerami czy bibelotami, a to z kolei zaczęło przyciągać innych gości niż szukających błotnika do Sokoła, albo baku do Komara. Jednak podczas pierwszej wizyty na MWB można czuć się trochę zagubionym. Impreza, czy raczej sprzedający mają swoją specyfikę, o dosyć długiej już tradycji. I trzeba się z nią trochę oswoić. Ale nie ma czego się bać, zasada jest dosyć prosta. Do wszystkiego trzeba podchodzić na pełnym luzie i z uśmiechem. Nie wiadomo gdzie kończy się jedno stoisko, a zaczyna drugie i kogo pytać o towar? Pytamy wszystkich naokoło. Cena jest absurdalna? Nie obrażamy się, nie odchodzimy – to często tylko początek gry, jaką rozpoczyna z nami sprzedawca. Zresztą wielokrotnie zdarzało mi się czegoś nie kupić, a i tak odchodziłem od stoiska zadowolony. W czasach, w których internet pożera nasze życie takie wesołe konwersacje są na wagę złota.

 

Wśród swoich

Niedawno znajomy opowiadał mi, że wystawiał swoje części do zabytkowych wozów na wystawie klasycznych aut połączonej z giełdą części. Zresztą połączonej dosyć na siłę. Zwiedzający, w większości mający tyle wspólnego z zabytkową motoryzacją co z politycy z prawdomównością patrzyli na ceny niektórych części z niedowierzaniem. Albo po prostu się z nich śmiali. Tyle, że były to akurat bardzo poszukiwane części, z fajną patyną, które bardzo szybko zmieniły właściciela. Ale dla laików były jedynie podrdzewiałymi błotnikami czy zderzakami. Na MWB przypadkowych osób praktycznie nie ma dzięki czemu nie ma też takich sytuacji. Za to można tu z powodzeniem szukać części do najbardziej dziwacznych i rzadkich pojazdów, a nawet znaleźć nieocenione kontakty. Do handlarzy, specjalistów, warsztatów, do których inaczej nigdy byśmy nie dotarli. Dlatego warto rozmawiać i pytać. Można też posłuchać opowieści starszych wyjadaczy, historii ze świata, którego już niestety nie ma. Tak, to miejsce przypomina nam, że w internecie naprawdę nie ma wszystkiego.

 

 

Skrócona instrukcja obsługi

Wszystkich informacji na temat Moto Weteran Bazaru szukajcie na tej stronie.

Na terenie imprezy znajduje się sporo punktów gastronomicznych, na których króluje mięso z grilla i zimne piwo, ale absolutnie nie są to jedyne potrawy, jakie można tam zjeść. Przy miejscach z gastronomią je się przy wspólnych wielkich ławach, co też ma swój urok. Dzieciakom na MWB również się spodoba. Na terenie imprezy znajduje się sporo przenośnych toalet, ale w budynku Klubu Sportowego „Start” jest też symbolicznie płatna toaleta. Wejście na jeden dzień kosztuje jedynie 10 złotych, ale czasami kolejki przed wejściem bywają długie. Zdarza się, że oznakowani bileterzy sprzedają bilety poza kasami, żeby skrócić zator. Okolice stadionu „Start” są zwykle w czasie trwania MWB bardzo mocno zastawione, ale jest sporo płatnych, niezbyt drogich parkingów. Można też po prostu zaparkować sporo dalej i się przejść, co z reguły trwa krócej niż szukanie miejsca. Nie warto parkować gdzie popadnie, z roku na rok służby wręczają coraz więcej mandatów.

 

 

Zdjęcia: autor