Każdy kocha Mercedesa. W Polsce na pewno, podobnie jak w Europie. A jaki wiekowy wóz z gwiazdą na masce jest najlepszy? Oczywiście W126 SEC czyli odmiana coupe drugiej serii klasy S.

 

Kiedy na początku lat 80. wchodził na rynek wyprzedzał konkurencję o lata świetlne i trzeba powiedzieć, że W126 SEC nadal robi takie wrażenie na ulicy. Samo pojawienie się pod koniec lat 70. nowej klasy S było niemałą rewolucją. Samochód wyglądał i jeździł niezwykle nowocześnie. Sprawiał wrażenie gościa z przyszłości, jakby doktor Brown i młody McFly przyholowali go na lince za Deloreanem wprost w rok 1979. Ale gdy w 1981 roku do produkcji wdrożono coupe na bazie nowej S-klasy, na rynku pojawił się nowy przedmiot pożądania.

 

 

W126 SEC

 

 

Pussy Magnet

Był to samochód, którego plakaty, obok Lamborghini Countacha, „chłopaki” wieszali w swoich pokojach. Trzeba przyznać, że nie tylko dziesięcioletni chłopcy marzyli o własnym egzemplarzu. Niejeden gangster liczył, że po paru szwindlach lub morderstwach kupi sobie własną sztukę. Ale nie mówmy tu o bandytach, bo nie oni byli grupą docelową. Prezesi wielkich korporacji też liczyli, że po paru szwindlach finansowych będzie ich stać na takie cacko. A wszystko dlatego, że był to jeden z tych wozów, które możemy nazywać „pussy magnet”.

Wystarczy popatrzeć na C126 i wrócić myślami do początku lat 80., kiedy auto debiutowało. Masywne zderzaki, wielki emblemat z przodu, smukła sylwetka, idealne proporcje. Samochód designersko wyprzedzał swoje czasy. W zasadzie nie miał konkurencji, bo późniejsza seria 6 od BMW była jedynie cieniem C126, a samochody angielskie typu Bentley czy Jaguar celowały w zupełnie inną klientelę, czyli ludzi nieco starszych, w tweedowych marynarkach i kaszkietach na głowie.

 

 

Wyszedłem z paki. Ziomki od razu podstawili mi mój wóz. Teraz muszę przemyśleć zemstę.

 

Wszystko większe

SEC natomiast sprawiał wrażenie skrojonego na każdy gust. Podobał się zarówno młodym i dynamicznym, jak i wspomnianym już oldtimerom. Od samego początku kierownictwo Mercedesa wiedziało, że W126 SEC ma mieć wszystko większe i mocniejsze niż inne auta podobnej klasy. Pierwsze silniki montowane do tego auta to V8 o pojemności 3,8l oraz 5,0l. Dobrze znane z W107 SLC, ale zmodyfikowane, by mniej paliły i spełniały normy amerykańskie.

Do końca produkcji w ofercie były już tylko jednostki ośmiocylindrowe. Nadwozie narysował Bruno Sacco, twórca m.in. późniejszego W201. Podobno był bardzo dumny ze swojego projektu, po latach denerwowały go jedynie wielkie klamki, które psują eleganckie linie. Trochę racji w tym jest, ale z perspektywy lat 80. nie wyglądały tak strasznie jak teraz. Historię zna każde dziecko. Dawać mi tu SECa do jeżdżenia.

 

 

W126 SEC

 

 

Luksusowo i… ciasno

Po zajęciu miejsca w środku kierowcę atakują pasy bezpieczeństwa. I to od tyłu, świntuchy. Nagle zza głowy wysuwa się jakiś obcy z plastiku, podający nam pasy. Po sekundowym zastanowieniu można stwierdzić, że twórcy nie mieli innego wyjścia. Wóz nie ma słupka B. Szyby są bez ramek i wszystkie sterowane elektrycznie, tworząc wielką czystą powierzchnię w stylu amerykańskich hardtopów. Pasy schowane gdzieś z tyłu muszą same do nas przyjść, żebyśmy mieli w ogóle szansę je zapiąć. A przy okazji: to niezły bajer i gadżet robiący z SEC-a coś nietuzinkowego.

Już na samym początku obcowania z wozem czuje się aurę nowoczesności. Po zapięciu pasów do kierowcy dochodzi fakt, że SEC wcale nie jest taki wielki w środku jak mogło by się wydawać. Spodziewałem się, że rozsiądę się za kierownicą jak czarnoskóry raper z Bronxu. Nic z tych rzeczy. Wprawdzie można sobie ustawić fotel tak, jak chcemy i ogólnie jest wygodnie, ale cały czas mamy poczucie lekkiej ciasnoty. Siadając do tak dużego wozu, jak W126 SEC, po prostu spodziewamy się czegoś więcej.

 

 

W bagażniku mieści od dwóch do dwóch i pół gości. Po krótkiej wymianie uprzejmości zakończyłem współpracę z „Pasztetem” i „Łysolem”.

 

 

Ładnie i przytulnie

Nie można za to narzekać na wyposażenie. W środku jest przytulnie jak w paryskiej garsonierze i ładnie jak w szwedzkim sklepie meblowym. Wszędzie widać drewno, estetyczne wykładziny i dobrej jakości tworzywa. Nasz wóz pochodzi z 1982 roku i mimo sporego przebiegu nadal wszystkie elementy są w świetnym stanie. Oprócz wysokiej jakości wrażenie na klientach robiły wspomniane już elektrycznie otwierane szyby, klimatyzacja oraz ABS. W późniejszych modelach wprowadzono także poduszkę powietrzną. W zasadzie SEC miał wszystko, co wówczas było dostępne.

 

Moc wizerunku

Nie ma co gadać o wyposażeniu. Trzeba odpalić wielkie V8 znajdujące się pod maską. Nie dziwię się, że gangsterzy polubili ten wóz, sam po wyjściu z więzienia kupiłem „pięćsetkę” coupe. Pięć litrów generuje 231 KM i może rozpędzić to ważące 1610 kg monstrum do 226 km/h. Na papierze wygląda to świetnie. Trochę gorzej jest w rzeczywistości. Myli się ten kto myśli, że SEC-iem  poszaleje sobie na drogach, albo wystąpi w Drive Cup i wygra wszystkie klasy jednocześnie. Wóz nie był projektowany do sportu i szybkiej jazdy na wirażach alpejskich szos.

 

 

W126 SEC

 

 

 

To wielkie Gran Turismo, które ma zjadać kilometry autostrady w szybki i wygodny sposób. I w takim środowisku czuje się najlepiej, i tam się sprawdza. Pakujesz do bagażnika dwóch, a może nawet dwóch i pół, gości, którzy nie oddali Ci długu i wygodnie jedziesz za miasto zakopać ich gdzieś pod brzozą. Na zakrętach wóz jest wyjątkowo miękki, trzeba uważać by ciała nie przesuwały się w bagażniku. Powiedzieć, że buja się jak statek wycieczkowy to jakby nic nie powiedzieć. Ale, ale… nie ma to wpływu na styl naszej jazdy, bowiem wytrącić wóz z równowagi jest wyjątkowo trudno. SEC jest niesamowicie stabilny. Nawet przy większych prędkościach wielkie coupe Mercedesa jedzie po obranym przez nas torze i ani myśli zrobić coś nieprzewidywalnego. Mimo przechyłów i miękkiego komfortowego zawieszenia.

Polecieć bokiem

Oczywiście jeśli bardzo chcemy, to polecimy bokiem, ale w normalnej jeździe nie czuć, aby wóz miał tendencję do nadsterowności. Precyzyjny układ kierowniczy sprawia, że prawie pięciometrowy SEC prowadzi się jak wóz klasy średniej. W ogóle nie czuć, że kierujemy ogromnym coupe z wielkim silnikiem pod maską. I tak miało być. Niemcy nie chcieli stworzyć wozu z typowo włoskim nerwem. Klient, którego stać na SEC-a, nie chciał nim się ścigać z małolatami, bo sam miał już trochę lat na karku i małolaty interesowały go tylko w kontaktach sam na sam. Nawet gangsterom to nie przeszkadzało. Jeśli jakiś był nerwowy i musiał koniecznie poszaleć na drodze kupował BMW, a szefostwo zawsze wolało C126. W pewnym wieku i po pewnych przygodach liczy się już tylko wygoda i komfort. Mimo młodego wieku swoje przeżyłem i czekałem w pudle nie tylko na Andżelikę, ale też na przejażdżkę SEC-iem. To duża frajda i poczucie wolności.

 

 

W126 SEC

 

 

 

W zabawach z V8 nie pomaga automatyczna skrzynia biegów, zresztą w wersji 500 SEC oferowana w standardzie, bez opcji manualnej. Automat był wówczas podkreśleniem statusu, poza tym poważny biznesmen nie ma czasu na mieszanie jakąś gałką. I mimo że policja uważa inaczej, ja siebie widzę jako poważnego biznesmena. Szczególnie teraz, po ostatniej odsiadce, zamierzam zalegalizować swoje interesy. Cenie sobie to, że skrzynia biegów działa świetnie, nie czuć szarpnięć. Biegi zmieniane są cicho i spokojnie. Nawet przy mocnym naciśnięciu przyspiesznika, skrzynia W126 SEC działa miękko, nie wyje, nie krzyczy i nie strzela do nas z panzerfausta. Merc przyspiesza spokojnie i  jednocześnie szybko, co może się wydawać niewykonalne.

Cicha „fałósema”

Tymczasem w środku jest cichutko. Dla jednych to dobrze, dla innych źle. Źle bo nie słychać bulgotu potężnej „fałósemy”. Nawet przy mocnym przyspieszeniu w środku usłyszymy prędzej jak nam burczy w brzuchu, niż jakieś pomruki spod maski. Ludźmi kupującymi najdroższego Mercedesa nie były meksykańskie gangi przyzwyczajone do tuningowanych muscle carów, tylko biznesmen żądny zaledwie lekkiej namiastki sportowego wozu. Reszta miała być nowoczesna i luksusowa. To tak jak z dzisiejszymi wozami – nie jest ważne, czy mają przedni, czy tylny napęd – ważne, żeby robiły wrażenie i miały wielki ekran.

 

 

W126 SEC
Charakterystyczna linia robi wrażenie do tej pory. Bruno zrobił kawał dobrej roboty.

 

 

Szybka zmiana

Wiele osób z mojego pokolenia pamięta C126 z filmów. W latach 80. trudno było o egzemplarz sunący ulicami naszych miast, toteż najprędzej wielkie coupe ze Stuttgartu zobaczyć można było w filmach z kaset video. Przypominam sobie hit pod tytułem „Wykidajło” z Patrickiem Swayze w roli tytułowej. Bohater był szefem ochroniarzy w przydrożnych klubach i dorobił się SEC-a. Twórcom filmu zależało na tym, aby pokazać Swayze jako człowieka, któremu się powiodło. Najlepiej zrobić to za pomocą luksusowego coupe. Jak widać nawet w końcówce lat 80. W126 SEC robił jeszcze za przedmiot pożądania. Dlatego może dziwić, że już w 1991 roku zakończyła się jego historia. Przecież mógł być produkowany jeszcze przez kilka lat. Ale jego następca znów rozwalił system. Był większy i jeszcze bardziej luksusowy. W ogóle we wszystkim był większy. Dla SEC-a nie było już miejsca – przy nowym C140 wyglądał jak ubogi krewny.

 

 

Brak słupka B w stylu amerykańskich hardtopów to jeden ze znaków rozpoznawczych Mercedesów coupe.

 

 

Jedyny wybór

SEC nie służył tylko jako pokaz zasobności portfela właściciela. Samochód robił wrażenie, ale to był efekt uboczny. Tak naprawdę mając sporo kasy na koncie i chcąc kupić luksusowe coupe, które będzie jeździło, nie psuło się i było wygodne, wybór był tylko jeden. I trochę tak jest do tej pory. SEC nadal robi kolosalne wrażenie i przy okazji jest jednym z nielicznych klasycznych wielkich coupe z V8 pod maską, którymi da się jeździć na co dzień. Jednak nie wszyscy zwracają na niego uwagę. Podczas sesji wąsaty pan prowadzący Fabię jakoś na nas nie spojrzał, ale panienki jadące żółtym Fiatem Stilo już tak. Co świadczy tylko o ich dobrym guście.

 

 

W126 SEC
„Pasztet” i „Łysol” mają już wolne. Teraz pora na Andżelikę. Ziomki powiedzieli mi, że jeździła Mercedesem podczas mojej nieobecności.

 

 

Fotografie: Rafał Andrzejewski