10 lat temu zaprezentowano następcę kultowego wschodnioniemieckiego wozu. Miał się nazywać Trabant nT, a do jego stworzenia przyczyniła się firma… modelarska. Mimo naprawdę fajnego projektu niestety nic z tego nie wyszło.

Trabant nT (nT od new Trabant) po raz pierwszy publiczności objawił się w 2007 roku pod postacią modelu w skali 1:10. Herpa, bo to właśnie ta firma modelarska próbowała wskrzesić enerdowską ikonę podeszła do sprawy w bardzo profesjonalny sposób. Zanim zabrano się do projektowania wozu, przeprowadzono szeroko zakrojone badania opinii publicznej. Ich efekty potwierdziły, że mimo upływu czasu marka Trabant jest bardzo pozytywnie kojarzona. Jak widać wystarczyło raptem kilkanaście lat, aby w Niemczech zapomniano, że produkt z Zwickau był symbolem zacofania NRD i braku jakiejkolwiek konkurencji.

Trabant nT Trabant 601
Nowy i stary. Widać, że projektantowi udało się doskonale wyłuskać najbardziej charakterystyczne elementy 601 i w nowym wydaniu wprowadzić je do nT.

Przemiana

Z hałaśliwego i smrodliwego przymusowego środka lokomocji statystycznego wschodniego Niemca stał się gwiazdą. Zapewne niemały wpływ na to, miały media. Mural na Murze Berlińskim na którym to właśnie trabant przebija się przez betonową zaporę stał się sławny na całym świecie będąc ilustracją do wszelkiego rodzaju reportaży o zjednoczeniu Niemiec. Temat podbił zespół U2 który okładce swojego albumu „Achtung baby” umieścił między innymi właśnie Trabanta. Mało tego, wóz promował album podczas trasy koncertowej. I tak trabant został „słodkim pierdzioszkiem celebrytą”, a ludzie zapomnieli o nim jako o symbolu zamordystycznego NRD pod rządami Ericha Honeckera.

Trabant nT Universal

Podobnie uznali respondenci rozpytywani przez Herpę. Dlatego kolejnym krokiem było odkupienie praw do marki oraz znalezienie chętnych do współpracy. Do zaprojektowania wozu udało się namówić Nilsa Poschwattę, a do budowy prototypu zaangażowano firmę IndiKar świadczącą usługi w projektowaniu i budowie nadwozi. Po dwóch latach od prezentacji modelu zaprezentowano światu pełnowymiarowy wóz. Zaskakująco „prawdziwy” Traban nT był o wiele ładniejszy od swojego miniaturowego pierwowzoru. Poschwatta odwalił naprawdę kawał dobrej roboty i narysował wóz, który z daleka już jawił się jako auto współczesne, jednak wzornictwo pełnymi garściami czerpało ze swojego pierwowzoru czyli modelu 601 Universal.

Prąd zamiast spalonego oleju

Udało się włączyć do projektu charakterystyczne przednie i tylne lampy, atrapę i oczywiście słynne ogony. Wóz przy tym nie był karykaturą swojego poprzednika. Zachowano oryginalną czcionkę napisu, a charakterystyczne logo VEB Sachsenring Zwickau przemodelowano zgrabnie na literkę „T”. Kolejne nawiązania można było znaleźć wewnątrz auta. Trabant nT otrzymał deskę rozdzielczą a’la 601 z daszkiem nad prędkościomierzem, okrągłym wyłącznikiem świateł, czy niezapomnianą „klamką”zmiany biegów wystającą z deski rozdzielczej. Nawiązania do poprzednika nie było jednak pod maską. Zamiast terkoczącego dwucylindrowego dwusuwu zostawiającego za sobą kłęby niebieskiego dymu zamontowano silnik… elektryczny. 47 kilowatowy silnik mógł rozpędzić auto do 130 kmh i pozwolić na przejechanie do 160 kilometrów.

 

I to by było na tyle

Niestety po prezentacji auta i dość entuzjastycznych opiniach słuch o nowym wcieleniu trabanta zaginął. Być może było to nieco za wcześnie na wejście na rynek z miejskim modnym autem elektrycznym, co jak widać i obecnie jest nadal trudne. Być może był to tylko pomysł na promocję samej Herpy. Tak czy inaczej Trabant nT mimo swojego naprawdę dobrego wzornictwa podzielił losy wielu innych nieistniejących marek które w brawurowy sposób miały być reaktywowane. Czy stało się dobrze? Z jednej strony szkoda niezłego projektu, z drugiej może jednak Trabant zostanie w naszej pamięci tym „słodkim pierdzioszkiem celebrytą”…

Zdjęcia: Herpa